This post is also available in: enEnglish (angielski)

Co powiesz na partyjkę w Gwinta?


To właśnie te słowa rozpoczęły nową erę gatunku gier CCG. W jaki sposób mini-gra stała się tak świetnym i niezależnym tytułem? Dlaczego w Gwinta gra się aż tak dobrze? Oto 10 powodów, które dowodzą, że Gwint jest zdecydowanie wart waszego czasu.

Image from PlayGwent's art database.

1. Gwint jest przyjazny dla graczy F2P

Moje zafascynowanie karciankami pojawiło się, gdy byłem jeszcze małym brzdącem. Każdego lata jeździłem z rodziną nad morze, a podczas ów wypadów częściej prosiłem rodziców o paczki z kartami, niż o słodycze. Lubię wierzyć, że w taki sposób redukowałem wydatki związane z wizytami u dentysty. Pokemony, Dragon Ball, Władca Pierścieni, Yu-Gi-Oh i Duel Masters. Chciałem mieć je wszystkie, ale koszta były po prostu za wysokie.

Gry karciane, a w szczególności te kolekcjonerskie, są naprawdę drogim hobby. Mówi to osoba, która wydała więcej pieniędzy na fizyczne kopie kart Yu-Gi-Oh, lub na dodatki do Hearthstone, niż na wypady ze znajomymi.

Kwestia Ceny

Mimo tego, iż karcianki nie są P2W per se, to jednak często zmuszają one graczy do nabycia najdroższych kart. Gwint nie podąża utartymi ścieżkami gatunku i skupia się na najtańszych jednostki. To właśnie one stanowią główną siłą napędową rozgrywki w Gwincie. Budżetowe wersje popularnych talii – właśnie dzięki temu rozwiązaniu – sprawują się naprawdę nieźle.

Dopóki w twojej kolekcji znajduje się większość tańszych kart, dopóty możesz spokojnie piąć się w rankingu. Dzięki temu rozwiązaniu będziesz miał czas na nauczenie się bardziej skomplikowanych mechanik, a także na uzbieranie waluty potrzebnej do stworzenia kosztowniejszych kart.

Gwint posiada także opcję wyboru piątej karty podczas otwierania pakietów. Pierwsze cztery karty są losowe, a podczas wyboru ostatniej otrzymujemy trzy różne opcje. Rozwiązanie może i banalne, ale jakże przyjazne dla graczy.

2. Jesteś nagradzany za granie na swój sposób

Gwint nie szufladkuje graczy na siłę. Możesz grać tą talią, którą akurat chcesz, a dzięki uniwersalnemu systemowi nagród zostaniesz za to sowicie wynagrodzony.

Każda potyczka może trwać od dwóch do trzech rund. Gracze otrzymują nagrody za wygrywanie pojedynczych rund, a nie, jak w przypadku wielu innych gier z rodziny CCG, całych gier.

Jedną beczkę – czyli Gwintowy odpowiednik paczek z kartami – otrzymasz w przeciągu pierwszej godziny zabawy. Zdobycie dwóch beczek zajmuje około dwóch godzin, a zgarnięcie trzech nie powinno trwać dłużej niż cztery godziny. System nagród resetuje się co 24 godziny, a więc – przy odpowiedniej ilości czasu – możemy konsekwentnie powiększać swoją kolekcję bez ograniczania swoich opcji.

Osobiście jestem zdania, iż Gwint posiada najprzychylniejszy system nagród ze wszystkich gier swojego gatunku.

Image from PlayGwent's art database.

3. Odczuwalna progresja

Bardzo często postęp (w grach CCG) wydaje się sztuczny, bądź też czysto kosmetyczny. Póki nie jest on wymuszony, nie ma w tym nic złego. W Gwincie, gracz umacnia swoją pozycję z każdą wygraną rundą. W trakcie wspinaczki na szczyt otrzyma zestaw nagród za każdy zdobyty poziom lub rangę. Progresja jest wręcz naturalna – widzimy ją, ale nie odczuwamy potrzeby skupiania się na niej.

Gwint nie jest grindowaty

Ów grind, czyli żmudna powtarzalność rozgrywki, jest naprawdę minimalny. Nie da się go praktycznie odczuć przed dostaniem się do topowych rang. Twoja kolekcja kart rośnie konsekwentnie, a proces nauki nigdy nie jest toporny. Trzeba przyznać, że systemy nagród zawarte w Gwincie dostarczają tym więcej inicjatywy, im bardziej wspinamy się po szczeblach drabinki rankingowej

4. Stałe tempo rozgrywki

Bazowe mechaniki Gwinta różnią się od większości gier karcianych. Mamy tutaj do czynienia z dużym naciskiem na dogłębne planowanie. W przeciwieństwie do ogromnej części tytułów tego samego gatunku, mamy pewność, że prawie każda rozgrywka zostanie rozegrana do samego końca. Nie da się zostać pokonanym tylko dlatego, że przeciwnik był od nas szybszy, czy też przez to, że dociągnął on o wiele więcej kart.

Każdy gracz otrzymuje podobną ilość zasobów, a klucz do wygranej tkwi w użyciu ich w jak najwydajniejszy sposób. Potyczki w Gwincie skupiają się na długoterminowym planowaniu, a przenikliwa przezorność jest sowicie wynagradzana.

Image from PlayGwent's art database.

5. Aspekt losowości został zredukowany

Postawmy sprawę jasno: w Gwincie – jak to w każdej grze karcianej – występuje pewna doza losowości. Nie raz, nie dwa, zdarzy się, że szczęście nie będzie nam sprzyjać. Jednakże, nie jest ono aż tak drażniące, jak w przypadku innych tytułów z tego samego gatunku. Pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że losowość Gwinta trzyma całkiem sprawiedliwy poziom.

Istnieje wiele sposobów, aby podczas pojedynczej rozgrywki użyć ponad 75% dostępnych nam kart. Oznacza to, że na osiągnięcie wysokiego współczynnika wygranych/przegranych składają się dwa bardzo ważne czynniki: umiejętności budowania talii oraz efektywnego zarządzania kartami.

Losowość w Gwincie została zredukowana do doboru kart oraz tego, komu przypadnie pierwszy ruch w danej grze. To pierwsze może zostać, w pewnym sensie, zmanipulowane przez gracza poprzez system Mulliganu lub dzięki umiejętnościom poszczególnych kart. Sama gra jest w miarę przewidywalna i to właśnie dzięki tej przewidywalności możemy zaobserwować ogromną ilość złożonych taktyk. Według wielu laików, jak i weteranów, jest to naprawdę mile widziany oraz długo oczekiwany powiew świeżego powietrza dla gatunku gier karcianych.

6. Twoje decyzje mają znaczenie

Gwint to gra planów. Tak, gra słów była kompletnie zamierzona, aczkolwiek prawdą jest to, iż Gwint jest – pod pewnym kątem – bardzo podobny do pewnego, dobrze znanego serialu. Dwoje ludzi próbuje przechytrzyć się nawzajem od momentu, gdy tylko się spotkają.

Faza planowania rozpoczyna się już podczas budowania własnej talii, a wraz z startem rozgrywki, w.w rozplanowywanie wchodzi na kompletnie nowy poziom trudności. Wasz plan na grę musi być prosty, ale jednocześnie na tyle złożony, aby nie dało się go za łatwo przejrzeć. Musi on być także elastyczny, abyście mieli możliwość poradzenia sobie z przeciwnikiem w przypadku, gdy coś nie pójdzie po waszej myśli. W Gwincie mamy do czynienia z dużą dozą gier umysłowych i są one naprawdę wspaniałe.

Blefowanie oraz umiejętność poddania rundy w dobrym momencie są kluczowymi elementami rozgrywki. Mimo tego, iż Gwint może wydawać się kompletnie przewidywalny na powierzchni, pojawia się w nim – dzięki różnorodnym planom – pewna nieobliczalność. To właśnie przewidywalność pozwala wytrącać przeciwników z równowagi oraz wprowadzać oponentów w fałszywe poczucie bezpieczeństwa. 

Image from PlayGwent's art database.

7. Twoje rezultaty są w twoich rękach

Poprzednio wymienione składniki tworzą jedną konkluzję: każda gra zależy głównie od twoich błędów oraz poprawnych decyzji.

Gwint nie wybacza i daje nam po nosie za każdą niewydajną decyzję. Co w tym takiego dobrego? Jest to fakt, iż możemy, a wręcz musimy, uczyć się na wszystkich błędach, które popełniamy i wyciągać z nich wnioski na przyszłość. Na całe szczęście – w większości przypadków – nie możemy zwalić winy na nic innego niż własne, niepoprawne decyzje. W mojej skromnej opinii, to właśnie dzięki temu Gwint jest jedną z najbardziej kompetytywnych gier karcianych.

8. Developerzy słuchają i pracuję ramie w ramię ze społecznością

Ten punkt musiał się pojawić. Mowa tutaj, koniec końców, o CDP RED.

Developerzy Gwinta są jednym z najbardziej komunikatywnych zespołów, jakie dane było mi kiedykolwiek widzieć. Jeśli nie wierzycie, wystarczy, że wybierzecie się na Reddit i zobaczycie ilość odpowiedzi, którą otrzymuje społeczność graczy, od Pawła Burzy.

Image from PlayGwent's art database.

9. Gwint jeszcze raczkuje

Nie będzie lepszego momentu, aby wkręcić się zarówno w grę, jak i do jej społeczności, niż teraz. Obydwie ewoluują w naprawdę zawrotnym tempie. Jest to idealna okazja dla graczy, oraz twórców, aby wskoczyć na jeszcze nieprzepełniony statek.

Dodatkowo uważam, iż Gwint potrzebuje w danym momencie, jak największej ilości bystrookich krytyków, jak to tylko możliwe. To prawda, że gra urosła już do monstrualnych rozmiarów (niech ktoś zawoła Wiedźmina, REDzi stworzyli potwora), aczkolwiek Gwint ma przed sobą jeszcze długą i krętą drogę. Właśnie dlatego jestem zdania, iż konstruktywna krytyka jest tym, czego Gwint potrzebuje obecnie najbardziej.

Ziemia obiecana

Gwint, mimo swojej głęboko zakorzenionej złożoności, jest naprawdę prostą i przyjemną grą. Nie ma większego znaczenia, czy jesteś niedzielnym graczem, czy też ambitnym zapaleńcem. W Gwincie, jedno nie wyklucza drugiego. Oba podejścia dostarczają ogromnej ilości frajdy, jakościowej rozgrywki i stałej progresji.

10. CDP RED jeszcze nigdy nas nie zawiodło

No, ale o tym już wiedzieliście, prawda? Cliché, ale jakże prawdziwe. Mówimy tutaj o firmie, która dała graczom tytuł o którym to często mówi się, że jest grą dekady.

CDP RED to zespół, któremu można zaufać, gdy chodzi o zrobieniu czegoś naprawdę porządnie. Mój wewnętrzny Yami Yugi nie może się po prostu oderwać od Gwinta. Zaangażowanie REDów w ten projekt napawa mnie wiarą w to, że przyszłość Gwinta będzie naprawdę świetlista.

W swoim życiu zdążyłem zagrać w wiele tytułów CCG oraz TCG. Tych nastawionych na rywalizację oraz tych mniej zobowiązujących. Jestem zdania, że Gwint posiada właściwą mieszankę wszystkiego, czego potrzebuje zarówno świetna gra karciana, jak i kompetytywny tytuł esportowy.

W pewnym sensie, Gwint jest jak szachy. Złożony, ale jednocześnie niesamowicie przyjemne dla tych, którzy zechcą nauczyć się podstaw.

Cytując anglojęzyczny, nieoficjalny hymn Gwinta od miracleofsound: „Be you a lass or be you a gent, you’ll never pass on a round of Gwent”.

This post is also available in: enEnglish (angielski)